Aktualności


Back to Blog

Głosowanie w wyborach politycznych to jeden z najskuteczniejszych sposobów wpływania na decyzje polityczne. Mimo tego, frekwencjach wyborcza rzadko kiedy jest wyższa niż 60 proc. Dlaczego tak jest? I co można zrobić, by zmienić ten stan rzeczy? Odpowiedzi na te pytania podjęli się badacze społeczni pod przewodnictwem Anny Potoczek, w artykule opublikowanym niedawno na łamach Personality and Social Psychology Bulletin.

Jedną z podstawowych zalet systemu demokratycznego jest możliwość udziału w wyborach politycznych. W demokracji głos jednego obywatela liczy się w równym stopniu, co głos każdej kolejnej osoby. System ten zapewnia zatem – przynajmniej na poziomie wyborów – równy wpływ na decyzje polityczne wszystkim osobom z aktywnym prawem wyborczym, niezależnie od ich płci, wieku, sytuacji ekonomicznej lub poglądów politycznych. Mimo tego frekwencja w wyborach w Polsce w minionych latach rzadko kiedy była wyższa niż 60 proc. Oznacza to, że mniej więcej co trzecia osoba w Polsce nie korzystała ze swoich praw wyborczych.

Przyczyną niegłosowania często są czynniki obiektywne, takie jak stan zdrowia, praca lub brak czasu. Nie są to jednak jedyne powody braku udziału w życiu politycznym. Są więc tacy, którzy nie są zainteresowani polityką lub którzy nie czują tego obowiązku. Są też tacy, którzy twierdzą, że nie mają na kogo oddać głosu. Wreszcie są i tacy, którzy uważają, że ich głos niewiele znaczy i niewiele może zmienić.

Tym ostatnim postanowili przyjrzeć się badacze i badaczki pod przewodnictwem Anny Potoczek, psycholożki społecznej z Uniwersytetu Jagiellońskiego. W artykule zatytułowanym „Walk This Way: Ingroup Norms Determine Voting Intentions for Those Who Lack Sociopolitical Control” autorki i autorzy opisali wyniki sześciu badań, których celem była odpowiedź na pytanie o to, w jaki sposób normy grupowe mogą wpłynąć na chęć do głosowania u osób o niskim poczuciu kontroli socjo-politycznej.

Czym jest kontrola socjo-polityczna?

Dlaczego badacze i badaczki skupili się na kontroli socjo-politycznej? Autorzy odwołali się do teorii i danych pokazujących, że poczucie kontroli jest złożonym zjawiskiem. Wyniki wcześniejszych badań sugerują, że, gdy mowa o poczuciu kontroli, po pierwsze wyróżnić możemy kontrolę personalną, czyli to, w jakim stopniu czujemy, że mamy wpływ na własne życie. Po drugie możemy mówić o kontroli interpersonalnej, odwołującej się do tego, jak funkcjonujemy w relacjach z innymi ludźmi – rodziną, przyjaciółmi, współpracownikami. Wreszcie, kontrola socjo-polityczna opisuje to, jak duży jest nasz postrzegany wpływ na otaczającą rzeczywistość społeczną i polityczną. Szereg badań prowadzonych przez psychologów społecznych i politycznych sugeruje, że osoby o niższym poczuciu kontroli socjo-politycznej są mniej skłonne głosować w wyborach, zwracać się bezpośrednio do polityków czy bojkotować produkty, których nie popierają. Niewiele wiadomo jednak na temat tego, czy są okoliczności, w których osoby o niskim poczuciu kontroli będą skłonne brać udział w życiu politycznym, np. oddając głos w wyborach.

Szukając odpowiedzi na to pytanie badaczki i badacze ponownie odwołali się do teorii i wcześniejszych badań pokazujących, że osoby, u których poczucie kontroli jest zagrożone, dążą do tego, by je odzyskać. Jednym ze stosowanych przez ludzi sposobów na przywrócenie postrzeganego sprawstwa jest zwrócenie się w stronę grup takich jak rodzina, przyjaciele, mieszkańcy miasta czy przedstawiciele grupy etnicznej. Badania pokazują, że osoby o niskim poczuciu kontroli są bardziej skłonne podążać za normami obowiązującymi w grupie, stosować się do różnego rodzaju zasad lub słuchać opinii innych. Autorzy tekstu założyli zatem, że tym, co może skłonić do głosowania osoby o niskim poczuciu wpływu na rzeczywistość polityczną będą normy społeczne, czyli przekonanie, że inni wokół nich również wybierają się na wybory.

Idziesz głosować?

Autorzy tekstu przeprowadzili sześć badań, których celem było przetestowanie postawionej hipotezy w kontekście dwóch z trzech opisanych typów kontroli: personalnej oraz socjo-politycznej. We wszystkich badaniach psychologowie uwzględnili również dwa typy norm: narodowe oraz obowiązujące w grupie bliskich. Pierwsze dwa badania – przeprowadzone kolejno w Polsce i w Hiszpanii – miały charakter korelacyjny. Badacze poprosili w nich osoby badane o wypełnienie skali postrzeganej kontroli oraz o określenie jak dużo osób z ich bliskiego otoczenia oraz z ich narodu, ich zdaniem, planuje wziąć udział w kolejnych wyborach. Ponadto, respondenci mieli zadeklarować, czy sami planują oddać głos.

Wyniki obydwu badań pokazały, że osoby badane o niskim poziomie kontroli socjo-politycznej były bardziej skłonne przyznać, że same wybiorą się na wybory, jeśli, ich zdaniem, ich bliscy też pójdą głosować. Efektu tego nie zaobserwowano dla kontroli personalnej. Dodatkowo, w Polsce podobnie rzecz miała się dla norm obowiązujących w grupie narodowej.

Przekaz pozytywny

W kolejnych badaniach, prowadzonych w Polsce i w Chile w odniesieniu do wyborów parlamentarnych i prezydenckich, autorzy tekstu podjęli się manipulacji normami grupowymi. Na początku badania część respondentów dostawała informację, że osoby z ich grupy wiekowej lub narodowej (w zależności od badania) w przeważającej większości wybierają się na wybory, podczas gdy inni badani czytali o tym, że tylko niewielki odsetek osób należących do ich grupy planuje głosować. Tym sposobem psychologowie chcieli wywołać u badanych poczucie, że w ich grupie głosowanie jest (lub nie jest) działaniem powszechnym.

Chociaż autorzy badania nie we wszystkich badaniach zaobserwowali efekt manipulacji eksperymentalnej, większość wyników potwierdziła rezultaty dwóch pierwszych badań. Generalnie okazało się, że osoby o niskim poczuciu wpływu na rzeczywistość polityczną były bardziej chętne udać się na wybory, gdy głosowanie było przez nich postrzegane jako działanie powszechne w ich grupie.

Opisane przez autorów wyniki mają duże znaczenie rozumienia działań o charakterze politycznym. Pokazują one bowiem, że osoby o niskim poczuciu wpływu na życie społeczne i polityczne niekoniecznie rezygnują z udziału w życiu politycznym. Wystarczy przekonać je o tym, że większość osób w ich grupie odniesienia – szczególnie wśród bliskich – planuje głosować lub chce w inny sposób działać. Wydaje się więc, że kampanie społeczne pokazujące, jak mało osób głosuje, są kontr-produktywne. Należałoby raczej podkreślać, że udział w wyborach to działanie powszechne. Zgodnie z wynikami opisanych badań taki przekaz miałby większe szanse zmobilizować tych, którzy dotychczas nie brali udziału w życiu politycznym.

Więcej informacji: 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.